Robilam porzadki wsrod zdjec na komputerze. I oto znalazl sie przepis na pyszne golabki wegetarianskie, warto dodac ze mega zdrowe.
Oto jedne z najlepszych golabkow w wersji wege, jakie kiedykolwiek jadlam. Przepis modyfikowalam kilkakrotnie tak, aby proporcje skladnikow byly jak najlepiej dobrane.
Uzywamy minimum przypraw, natomiast siegamy po swieza pietruszke i bazylie.
Te pyszne golabki to swietny i zdrowy pomysl na obiad lub ciepla kolacje.
Golabki wegetarianskie
2 woreczki kaszy orkiszowej
6 marchewek
5 lyzek passaty
8 pomidorkow suszonych
jedna cala cebula czerwona
jedno jajko
nac pietruszki
kilka listkow bazylii
kapusta wloska
bulion warzywny, okolo 1l - 1,5l
swiezo zmielony pieprz
sol
do podania:
swieza bazylia
passata
kilka plastrow mozarelli
Kasze i marchewke gotujemy w lekko posolonej wodzie, az skladniki beda miekkie.
Nastepnie garnek zestawiamy, wode odlewamy i zostawiamy skladniki, aby przestygly.
Pomidory suszone siekamy na szerokie paski. Pietruszke swieza rowniez siekamy drobno.
Siekamy cebulke, natke pietruszki, kilka listkow bazylii. Laczymy wszystkie skladniki oprocz kapusty tak aby powstal farsz. Te ostatnia wkladamy do garnka, zalewamy woda I gotujemy we wrzacej, osolonej wodzie przez okolo 20 - 25 minut.
Wode odlewamy. Kapuste studzimy. Na srodek liscia ugotowanej kapusty wykladamy farsz. Zakladamy lisc do srodka I laczymy, nalepiej patyczkami do szaszlykow.
Na patelni rozgrzewamy olej. Kazdy golabek podsmazamy z obu stron, tak aby sie lekko zarumienil. Nastepnie umieszczamy w brytfannie, zalewamy bulionem warzywnym i dusimy okolo 30 minut na wolnym ogniu.
Podajemy golabki na goraco, z odrobina passaty, listkiem bazylii I plasterkami mozarelli.
Wiem, że długo mnie tutaj nie było. Uwierzcie mi jednak, wiele razy zastanawiałam się co napisać. Minął prawie rok od ostatniej publikacji. Wiem że niektórzy się zaczęli zastanawiać, czy blog w ogóle doczeka się aktualizacji.
Nie będę Was ściemniać: w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy zmieniło się tak wiele, że za każdym razem, kiedy przymierzałam się do napisania posta, nie wiedziałam od czego by tu zacząć. Po pierwsze: zmieniłam pracę. Co prawda, nadal uczę, ale w innej placówce, co mnie bardzo, ale to bardzo satysfakcjonuje. Poza tym, bieganie wciągnęło mnie tak bardzo, że zaczęłam do tego namawiać rodzinkę; mało tego, zdecydowałam się na ten ogromny krok- podjęłam się treningu pod maraton (mój pierwszy pełen maraton notabene) i start planuję juz w październiku! :) W międzyczasie nabawiłam się kontuzji lewej stopy (kwiecień 2018), którą podleczyłam, aby od niespełna ośmiu tygodni trenować pod mój wymarzony królewski dystans.
Zaczęłam też przygodę z kolarstwem i pływaniem, z akcentem na to pierwsze i zobaczymy co z tego wyjdzie.
A tak kulinarnie, ostatnio jestem gorącą zwolenniczką dań prostych i zdrowych, stąd też pomysł na tę oto sałatkę.
Sałatkę można podawać zarówno na śniadanie, jak i na kolację. Lubię ją za to, że jest błyskawiczna w przygotowaniu, bardzo wartościowa (duża zawartość białka) a i co najważniejsze, smaczna. Z chipsów, czy też kukurydzianej tortilli można zrezygnować, a za to podawać sałatkę z chrupiącym pieczywem albo bez. Najlepsza jest prosto po przygotowaniu.
Sałatka z jajkiem i szpinakiem
2 szklanki szpinaku młodego
4-5 jajek (rozmiar M)
pieprz grubo mielony
sól
100 g pomidorków koktajlowych
pół świeżego ogórka (obranego ze skórki)
sos:
2 łyżki gęstego jogurtu greckiego
2 łyżki sosu pomidorowego
pół łyżeczki słodkiego sosu chilli, opcjonalnie
do podania:
chipsy albo chrupiące pieczywo
pieprz i sól
Jajka gotujemy przez 5 minut we wrzącej i osolonej wodzie. Następnie studzimy, obieramy ze skorupki, przekrawamy na pół, odkładamy na bok.
Szpinak młody obmywamy i wrzucamy do miski.
Obranego ogórka kroimy na cieniutkie plasterki, wrzucamy do miski.
Pomidorki obmywamy, przekrawamy na pół i wrzucamy do reszty składników.
Przygotowujemy sos: łączymy składniki, mieszamy i podajemy w osobnym naczyniu.
Składniki na sałatkę łączymy (oprócz jajek).
Sałatkę podajemy z kukurydzianymi chipsami albo chrupiącym pieczywem.
Muffiny czekoladowe, w ktorych zakochaly sie moje corki. Muffinki, w ktorych nie ma ani grama maki, ani grama cukru. Nie dodawalam tez mleka, za to bardzo zdrowy i wszechstronny olej kokosowy.
W smaku sa bardzo czekoladowe, jezeli chodzi o konsystencje natomiast- wpadaja pomiedzy delikatny pudding czekoladowy a brownie.
Dodalam do nich potartej cukinii- nie jest mimo to wyczuwalna w smaku. Przepis, ktory pojawi sie w mojej kuchni jeszcze nie raz.
Muffiny czekoladowe -bezglutenowe na okolo 6 sredniej wielkosci muffinek, skladniki podwajamy jezeli chcemy upiec 12.
140 g bananow (waga po obraniu )
jedna srednia cukinia, potarta na grubych oczkach
2 lyzeczki cynamonu
3 lyzki dobrego kakao holenderskiego
szczypta soli
2 lyzki plynnego miodu
3 lyzki oleju kokosowego
4 lyzki zmielonego siemienia lnianego
2 jajka, rozmiar M
1 plaska lyzeczka proszku do pieczenia
Piekarnik nagrzewamy do 175 stopni Celsjusza. Forme 12-dolkowa wykladamy papilotkami.
Banany miksujemy z olejem kokosowym, cukinia i odrobina wody. Nastepnie dodajemy cynamon, sol, miod pitny, zmielone siemie lniane, rozklocone jajka. Wszystkie ponownie miksujemy (najlepiej w food processorze). Wlewamy ciasto do przygotowanych foremek na muffinki. Wstawiamy forme z muffinkami do nagrzanego piekarnika. Pieczemy ok. 25 minut az muffinki sie uniosa, lekko popekaja. Calkowicie studzimy przed podaniem.
Pyszne i zdrowe brownies z dodatkiem slodkich ziemniakow, czyli batatow.
Przygotowalam je bez dodatku cukru i bez masla, za to z miodem i bardzo zdrowym i wszechstronnym - olejem kokosowym. Przepyszny deser w stylu fit- sprobujcie sami ! :)
Brownies z batatami z ponizszych skladnikow wychodzi mala okragla foremka o srednicy 18 cm; skladniki nalezy podwoic by upiec brownies w standardowej formie
na ciasto
120 g ugotowanych batatow (rozmiazdzonych na papke)
75 g miodu
70 g oleju kokosowego (w postaci plynnej)
3 duze jajka
30 g gorzkiego kakao
lyzeczka aromatu waniliowego, opcjonalnie
100 g maki pszennej
szczypta proszku do pieczenia
szczypta soli
na polewe:
60 g dobrej ciemnej czekolady
40 ml smietanki slodkiej albo 30 ml mleka
Przygotowanie:
1. Do wysokiego naczynia wrzucamy rozmiazdzone bataty, miod, rozklocone jajka, kakao i plynny (ale nie goracy ) olej kokosowy i aromat (opcjonalnie). Skladniki te miksujemy za pomoca blendera zyrafy tak, aby utworzyla sie czekoladowa plynna masa.
2. W osobnym naczyniu przesiewamy make z odrobina soli i odrobina proszku
3. Wszystkie skladniki laczymy za pomoca widelca ale nie za dlugo tak aby pozniej nie utworzyl sie zakalec.
4. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
5. Forme natluszczamy olejem kokosowym,ew. maslem. Ciasto wylewamy do przygotowanej formy. Wyrownujemy wierzch szpatulka. Wstawiamy forme do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 20 minut. Ciasto wystawiamy z piekarnika, wykladamy na kratke do przestudzenia i w miedzyczasie przygotowujemy polewe.
6. Czekolade lamiemy w kosteczke, laczymy ze smietanka/ mlekiem i rozpuszczamy w kapieli wodnej, Polewa dekorujemy brownies.
Pomysl na lunch, drugie sniadanie lub kolacje. Jedzenie kolorowe to cos co bardzo lubie, zwlaszcza wiosna :-)
Salatka z rukola, jajkiem, ananasem, pomidorkami i slodkim winegretem- cos szybkiego i smacznego na lekka, pozna kolacje :)
Salatka z rukola, jajkiem i ananasem
ok. 140 g rukoli
3 ugotowane na twardo jajka
6-7 pomidorkow koktajlowych
opakowanie mozzarelli w kulce
4 plastry ananasa z puszki albo swiezego
Rukole umyta i osuszona wrzucamy do duzej miski, laczymy z umytymi i pokrojonymi w plasterki pomidorkami, pokrojona mozzarella, ananasem posiekanym w kostke. Mieszamy.
Przygotowujemy winegret- mieszamy skladniki i wlewamy do salatki. Wykladamy salatke na talerz, na wierzchu wykladamy pokrojone na cwiartke jajko. Podajemy z chrupiacym pieczywem lub bez.
Pyszny prosty, wrecz ze slodki krem z batatow, z odrobina marchewki, na oleju kokosowym. Ostatnio ogarnela mnie ogromna ochota na kremy warzywne i tak kombinuje rozne wariacje z dodatkiem roznych warzyw. Dzisiejszy krem uwazam za szczegolnie udany. Minimum przypraw, maksimum smakow; slodkie ziemniaki, marchewka i kolendra- idealne polaczenie smakow.
Krem batatowo- marchewkowy
5 duzych batatow, umytych i obranych
2 srednie marchewki, umyte i obrane
1 mala pietruszka
2 lyzki oleju kokosowego
3 lyzki posiekanej swiezej kolendry
odrobina pieprzu cayenne (moze byc zwykly, jezeli nie mamy)
1,6 l wody
Warzywa obrane i pokrojone w duza kostke wrzucamy do garnka, dodajemy olej kokosowy. Gotujemy na srednim plomieniu pod przykryciem przez okolo 35 minut az warzywa zmiekna tak ze zaczna sie rozpadac.
Do ugotowanej zupy dodajemy przyprawy: sol, pieprz cayenne (dodalam 1/3 lyzeczki), posiekana kolendre. Gotujemy. Nastepnie zestawiamy z garnka, odstawiamy do schlodzenia i miksujemy skladniki na gladko.
Podajemy z odrobina chilli w platkach (jezeli lubimy ) i swieza kolendra.
''Zebys sie tylko nie rozchorowala od tego biegania w deszczu''.
Slyszalam to kilka razy ostatnio. No i sie stalo. Rozchorowalam sie. Zeby tylko raz!
Ostatnio mnie cos dopadlo po zawodach, jakis dziwny stan ogarnal mnie, bo nic nie moglam przelknac, a teraz to juz tylko angina i zapalenie ucha.
I tak sobie siedze w domku, chociaz ciezko mi to wychodzi, bo az mnie nosi, i mysli juz rozne przeszly mi przez glowe.
Dzis jest czas na przytulanie kotek, zrobienie szarlotki na kruchym ciescie, kilka zdjec, nadrobienie zaleglosci muzycznych, ksiazkowych, telefon do tych osob, do ktorych nie dzwonilo sie juz wieki. I szczerze, jest ok. Choc do pracy wracam jutro juz.
Zdecydowanie innym tempem mija dzien kiedy jest sie chorym.
Dzisiaj jest niecodzienne. Znalazlam czas na ugotowanie owsianki, ktorej nigdy nie jadam, nie dlatego ze nie lubie. Ugotowalam ja na wodzie, bo tak smakuje mi bardziej, podalam z owocami i nasionami chia i odrobina cynamonu.
Owsianka na wodzie z cynamonem i owocami
na dwie srednie porcje
ok. 8-10 lyzek blyskawicznych platkow owsianych
lyzka oleju kokosowego
ok. 350- 400 ml wody
lyzeczka cynamonu
2 lyzki miodu
Przygotowanie:
Wode zagotowujemy i wsypujemy platki owsiane, co jakis czas mieszamy, aby sie nie przypalily i nie skleily. Gotujace sie platki mozna osolic lekko. Po 10 minutach garnek zestawiamy, wrzucamy do goracej owsianki olej kokosowy, miod, cynamon. Skladniki energicznie laczymy.
Owsianke podajemy goraca. Wlewamy ja na talerz, obok nakladamy pokrojone w plasterki owoce, na koncu posypujemy calosc nasionami chia.
Kule mocy, czy tez kule proteinowe, to nic innego jak okragla wersja zdrowych batonikow wypelnionych po same brzegi: orzechami, nasionami i blonnikiem. Sa one bardzo lubiane przez sportowcow, i nie tylko. Kule sa bardzo proste w przygotowaniu i, co mnie szczegolnie zdziwilo, niezwykle smaczne. Kule sa dosc ciekawa przekaska, latwo do zapakowania w lunchbox. Moga tez byc swietna przekaska na kilka godzin przed treningiem. Osobiscie lubie po nie siegac na dwie godziny przed bieganiem.
Ja w nich polaczylam ulubione nasionka chia (szalwia brazylijska), daktyle suszone i orzeszki ziemne prazone. Zachecam goraco do przygotowania, zajmuje to tylko kilka minut.
Kule mocy (kule proteinowe)
na okolo 7-8 niewielkich kuleczek
150 g suszonych daktyli
200 ml wrzacej wody
2 lyzki nasion chia
100 g prazonych orzeszkow ziemnych (moga byc inne)
do obtoczenia (dowolno);
nasiona chia
slonecznik zmielony
zmielone migdaly
kakao dobrej jakosci
Przygotowanie:
Daktyle suszone (bez pestek) zalewamy goraca woda i odstawiamy na okolo 6 minut.
Do malaksera wrzucamy orzeszki, odsaczone z wody daktyle i miksujemy. Nastepnie laczymy juz za pomoca lyzki z nasionkami chia tak, aby powstala dosyc plastyczna masa. Z tej masy formujemy kule. Mozna je obtoczyc w nasionkach, zmielonych platkach migdalow albo kakao. Przechowujemy kule w zamknietym szczelnie pojemniku do okola tygodnia.
No i stalo sie. W domu najpierw pojawilo sie zielsko wszelkiej masci: szpinak, jarmuz, seler naciowy, koper w ilosci dla calej wsi, a pozniej takie powolne i swiadome dojrzewanie do tej decyzji.
Byly salatki, smoothie (o ktorych pisalam wczesniej i postowalam na Instagramie) a i tez zup nie zabraklo.
Od pewnego czasu nie jem miesa i juz.
I czy cierpie z tego powodu? Oj, ani troche. Wrecz odwrotnie. Na talerzu (i nie tylko) jest kolorowo, lekko i przyjemnie i nie ma nudy. Podjelam decyzje swiadomie, dojrzewalam do niej dlugo. Rozmawialam z corkami, ktore uparly sie, ze z kurczaka nie rezygnuja, no i tak jest dobrze. W koncu dwie dorastajace panny wiedza czego im trzeba a ja nie zamierzam im tego odbierac. Czy jem lzej? Taki byl pomysl ale okazuje sie ze i z fasoli, cieciorki i innych fajnych ziarenek mozna wyczarowac fast fooda! :)
Jest zdrowo- to na pewno. Jest ciekawie. Dzisiaj mam dla Was obiad, ktory zwyklam jesc jako dziecko a pozniej nastolatka. Lubie te kombinacje smakow- ziemniaka z jajem i szpinak- to jest to!
Obiad w stylu retro
składniki na 4 porcje
750 g ziemniaków młodych
woda
niepełna łyżka soli
pieprz drobny
2 łyżki masła
200 g świeżego szpinaku
50 ml śmietanki
słodkiej
sól
4 jajka
Ziemniaki obieramy, wrzucamy do garnka, płuczemy
pod bieżącą zimną wodą, zalewamy czystą wodą, solimy i gotujemy do miękkości.
Odlewamy wodę z ziemniaków, które następnie rozgniatamy na puree i łączymy z
masłem i pieprzem.
Do garnka wrzucamy szpinak i zalewamy niewielka iloscia wody.
Blanszujemy, odlewamy wodę, studzimy szpinak i łączymy
ze śmietanką i solimy do smaku.
Na patelni
rozgrzewamy niewielką ilość masła. Wbijamy jajko i smażymy. Na talerz wykładamy
puree z ziemniaków, kremowy szpinak i jajko sadzone.
Byc moze juz kiedys wspominalam, ze jestem wielka fanka zielonych koktajli. Mimo ze z poczatku nie moglam sie zupelnie przyzwyczaic do ich koloru (oj tak- przez te faze tez przechodzilam)- to teraz bedac swiadoma mocy witamin i wlasciwosci eksperymentuje swobodnie z zielonymi warzywami i owocami, aby codziennie wypic przynajmniej jeden koktajl. Dlaczego? Wierze w moc witamin surowych warzyw (raw diet) i mimo ze nie jestem zwolenniczka jakis konkretnych diet, to uwazam ze organizm powinien przynajmniej kilka razy na dzien otrzymac dawke gotowych, nieprzetworzonych owocow i warzyw.
Zielone koktajle sa naprawde mega wygodne i latwe w przygotowaniu. Czesto zdarza sie, ze zastepuja mi II sniadanie w pracy, albo sa posilkiem po treningu. Czesto podstawa smoothie jest szpinak, jarmuz albo kiwi, ale nie tylko, bo kombinacji moze byc naprawde wiele, mozna na przyklad laczyc wode kokosowa z ogorkiem i szpinakiem i odrobina miodu. Lubie tez laczyc zielone koktajle z woda kokosowa, ktora dziala zbawiennie na skore, wlosy i paznokcie. Pysznie i zdrowo!
Dzisiaj na zdjeciach mam dla Was tylko kilka kombinacji. Po wiecej pomyslow i inspiracji zapraszam na konto Instagram bayaderka_blog.
Smoothie zielone z kiwi i szpinaku
szklanka wody
dwie garsci szpinaku swiezego i umytego
2 male dojrzale i obrane kiwi
Wszystko miksujemy w blenderze i wypijamy po przygotowaniu.
Smoothie zielone z kiwi i ananasa
2 obrane dojrzale kiwi
4 plasterki ananasa
pol szklanki z ananasa
pol szklanki wody mineralnej
Wszystko miksujemy w blenderze i wypijamy po przygotowaniu.
Smoothie zielone szpinakowo-kokosowe
dwie garsci szpinaku swiezego i umytego
szklanka wody kokosowej
Wszystko miksujemy w blenderze i wypijamy po przygotowaniu.
Smoothie zielone
szklanka wody cytrynowej
miod, do smaku
2-2,5 garsci szpinaku umytego i swiezego
Wszystko miksujemy w blenderze i wypijamy po przygotowaniu.
Smoothie zielone z woda pomaranczowa
caly owoc pomaranczy
2 szklanki wody
miod, do smaku
2 garsci szpinaku swiezego i umytego
Owoc pomaranczy obieramy i wyciskamy sok.
Wszystko miksujemy w blenderze i wypijamy po przygotowaniu.
Smoothie zielone z ananasem i jarmuzem
1 lyzeczka nasion chia
5 plasterkow ananasa z puszki
1 szklanka wody
2 niewielkie garscie jarmuzu
Wszystko miksujemy w blenderze i wypijamy po przygotowaniu.
Smoothie zielone z pomarancza i kiwi
1 cala duza dojrzala pomarancza (obrana)
2 kiwi
szklanka wody
garsc szpinaku
Wszystko miksujemy w blenderze i wypijamy po przygotowaniu.
Smoothie zielone
2 dojrzale gruszki (obrane i pozbawione gniazd nasiennych)
2 garsci szpinaku
szklanka wody
Wszystko miksujemy w blenderze i wypijamy po przygotowaniu.
Niezaprzeczalnie zaczela sie wiosna!
Pozbylam sie kilkunastu ubran, ktorych juz nie zaloze, przesadzilam kwiatki w doniczkach, odwiedzilam IKEE (obowiazkowo), aby odswiezyc mieszkanie kilkoma detalami. Wdycham swieze powietrze wiosenne pelna piersia, wskakuje na rowerek wczesnym ranem, wypijam litry zielonych smoothie. Tak, moj zegar biologiczny funkcjonuje chyba energiczniej.
Wybaczcie, ze ostatnio malo bylo mnie na blogu. Sumiennie przygotowywalam sie do zakoczenia wiosennego trymestru w szkole (tutaj takie obowiazuja) a i tez do swiat. Nieco wiecej mozecie zobaczyc na moim Instagramie (bayaderka blog).
Mam dzisiaj dla Was przepis na pyszne i banalnie proste lody z kawalkami owocow. My lody jemy caly rok na okraglo, wiec stwierdzilam, ze podziele sie dzisiaj z Wami przepisem.
Lody z kawałkami owoców
składniki na 6 sztuk:
6 truskawek
3 plastry mango
12 jeżyn
6 plasterków kiwi,
opcjonalnie
około 300 ml wody
kokosowej albo soku ananasowego
Czyste foremki
silikonowe umieszczamy w stelażu do lodów. Owoce pokrojone na mniejsze części
umieszczamy w foremkach. Zalewamy wodą kokosową albo sokiem ananasowym.
W foremki wbijamy
patyki albo zamykamy i wstawiamy stelaż do zamrażarki na noc.
Mam ostatnio mala obsesje na temat clean eating. Mysle ze wreszcie doroslam do tego, aby jesc zdrowiej. Zywie tez nadzieje, ze ta fascynacja tym, co zdrowe, nie przejdzie mi ot tak. Ale to tak naprawde temat na osobny post.
Mimo ze nie jadam typowych sniadan, to dziewczynki uwielbiaja jaglanke przygotowana z przepisu ponizej. Przepis jest bardzo prosty a jaglanka - uzalezniajaca.
Jaglanka na mleku sojowym
na 2-3 porcje sredniej wielkosci
1,5 szklanki platkow jaglanych
2,5 szklanki mleka sojowego
lyzeczka masla kokosowego
niewielka szczypta soli
miod, do doslodzenia
2 banany sredniej wielkosci
owoc granatu, sredniej wielkosci
Przygotowanie:
W niewielkim garnku zagotowujemy mleko. Do mleka wsypujemy platki, dodajemy maslo kokosowe, niewielka szczypte soli i gotujemy wg zalecen producenta (w moim przypadku byly to 3 minuty).
Gotowa, kremowa jaglanke przelewamy do naczynia/ naczyn. Wykladamy na wierzch pokrojonego w plasterki banana i pestki granatu. Podajemy polane miodem.
Ku koncowi zmierza 2015 rok. Staram sie nie popadac w sentymenty. Byc moze nie lubie naprawde rozmyslac nad przeszloscia. Byc moze dlatego, bo tej sie nie da zmienic. O ile to, co sie wydarzylo nauczylo mnie czegos, jest dobrze i nie wracam do ''wczoraj''.
Skupiam sie na tym, co przede mna, co nowe. Chce aby to co nowe bylo lepsze, bardziej uzasadnione. Chce wierzyc, ze Nowy Rok bedzie lepszy od tego, ktory sie konczy.
Mam taki zwyczaj noworocznych postanowien. Oto one.
Po pierwsze bede sie wiecej usmiechac. Usmiech to pozytywna energia i nic nie kosztuje. Pozytywne podejscie do zycia, takie praktykowane codziennie zmienia na lepsze tak wiele dokola. Mysle ze tylko ci, ktorzy tego nie doswiadczyli, nie wiedza, o czym mowie. Wysylasz komus usmiech a on wraca do ciebie, do mnie. Tak dzieje sie naprawde.
Po drugie bede dziekowac za to, co mam. To nie do konca jest tak ze nie dziekowalam do tej pory. Tutaj chodzi o to, ze ja bede wdzieczna za to, co niby takie oczywiste: wode, chleb, za to ze bez problemu sie poruszam i oddycham. Tak naprawde nie do konca mamy swiadomosc, ze niektorzy ludzie zyja bez tego. Oddychanie, picie wody- to takie niby banalne, ale nie do konca dane nam na zawsze.
Po trzecie, bede bardziej zorganizowana i w pracy, i w domu, i na blogu. Oj, to ogromne postanowienie, i chyba jedno z trudniejszych. Dobra organizacja to chyba najwlasciwszy sposob na to, aby praca '' nie pietrzyla sie'' a dziala sie systematycznie, bez wiekszych problemow. Ja z natury jestem balaganiarzem. Nie mam zwyczaju odkladac rzeczy na miejsce. Robie kilka rzeczy na raz, myslac pewnie o kolejnej, a i tez niemalo wysilku musze wlozyc w to, zeby pamietac o wszystkim.
Po czwarte, bede regularnie uprawiac sport bo ten daje duzo dobrej energii a poza tym po stresujacym dniu w pracy- oczyszcza myslenie skutecznie.
Po piate, i to chyba najwazniejsze, wiecej czasu poswiece dzieciom. To nic, ze moja praca wywrocila mi zycie do gory nogami, i tak naprawde zderzam sie czesto z totalnym brakiem swiadomosci jak tak naprawde wyglada zycie nauczyciela. Zdarza mi sie rozmawiac ze spotkanymi ludzmi i oni nie dowierzaja ze mozna zeszyty sprawdzac do dwudziestej trzeciej, a w wakacje pracowac nad materialami na nowy rok.Ja juz sie z tym pogodzilam. Lubie moja prace, lubie dzieci, jest dobrze. Ale sek w tym ze to jest moja praca. Poza praca jestem jeszcze mama dwoch wspanialych dziewczynek. Chce nauczyc sie zachowac balans w tym wszystkim bo tego nam potrzeba, aby normalnie funkcjonowac.
Mam jeszcze marzenie na ten zblizajacy sie Nowy Rok.Wymarzylam sobie wakacje na Malcie. Obiecuje sobie uroczyscie ze bedena tych wakacjach odpoczywac bez zbednych list rzeczy do zrobienia, bez myslenia o pracy i tym podobne. Nowy Rok bedzie dobrym rokiem. Calkowicie w to wierze.
A dzisiaj mam dla Was zupe bardzo lekka, zdrowa i aromatyczna. Jako ze od kilku dobrych tygodni uzywam tzw. zupownika (tak on sie zwie w naszym domu), po angielsku soup maker, zupy pojawiaja sie na naszym stole niezwykle czesto. I cieszy mnie to, bo tak zdrowiej. Lekka zupa batatowo-gruszkowa z szalwia 3-4 niewielkie porcje
1,2 l bulionu warzywnego
lyzka masla prawdziwego
3 duze bataty
3 marchewki, sredniej wielkosci
1 gruszka, jedrna i duza
kilka listkow swiezej szalwi
sol i pieprz do smaku
lyzeczka papryki wedzonej
1/2 lyzeczki papryki ostrej czerwonej
pokruszona gorgonzola, opcjonalnie (do smaku) *
Do garnka wlewamy bulion.
Warzywa i owoc szorujemy,osuszamy, obieramy, koncowki odcinamy. Nastepnie warzywa i gruszke kroimy na mniejsze kawalki. Z gruszki wykrawamy gniazdo. Obrana marchew, bataty i gruszke wrzucamy do garnka, dodajemy dwa listki szalwi. Zupe gotujemy okolo 30 minut az warzywa zmiekna. Doprawiamy papryka, sola i pieprzem. Miksujemy wszystko za pomoca blendera. Podajemy gorace z grzankami i pokruszona gorgonzola, jezeli lubimy. Smacznego :)
Zaczela sie moja swiateczna przerwa. Zasluzona, wypracowana, dlugo oczekiwana. Wczoraj z wielkim trudem zbieralam sie na kolacje swiateczna. Bylam tak zmeczona ze tak naprawde nie bylam do konca przekonana ze dotre na czas by spotkac sie z wspolpracownikami. Mimo wszystko resztka sil wbilam sie w granatowa (a nie czerwona tak jak planowalam) sukienke, wymalowalam paznokcie na obowiazkowy czerwony kolor, wydrukowalam mapy tak, aby wiedziec gdzie jade, i juz mnie bylo. Po kolacji przyszedl czas na popis na parkiecie. Ogolnie impreza byla wesola,ale zakonczyla sie pozno. Okolo polnocy wychodzilysmy z kolezanka z restauracji, a do domu jechalam mglistymi, szarymi drogami sluchajac glosno w samochodzie starych kawalkow Dido. Do domu trafilam okolo pierwszej nad ranem...
Tak - chyba musze w koncu to glosno powiedziec- praca nauczyciela tutaj w Anglii jest poddawana tak specyficznym wymaganiom, ze czasami usmiecham sie sama do siebie i zastanawiam sie jak ja torobie?? O tym moze kiedys jeszcze napisze kilka slow. Dzisiaj szczerze swietuje na mysl o tym, ze podolalam tym wymaganiom, dzieci robia postepy, a ja- tak ja trwam w swej profesji dzielnie :-)
Dzisiaj mam dla Was rybe zdrowa, smaczna, ciekawa, ktora moze pojawi sie na Waszym stole swiatecznym. Pamietajcie ze to takie danie, ktore nie wymaga wiele wysilku ani czasu. To taka ryba, ktora robi sie sama.
Ryba w kolorowym pieprzu i cytrynie
2 swieze ryby sredniej wielkosci, np. sandacz
1 cala cytryna
kolorowy pieprz
natka pietruszki
sol w platkach, np. maldonska
gruby pieprz, opcjonalnie
2 lyzeczki masla, opcjonalnie
Przygotowanie:
Rybe myjemy, jezeli potrzeba- patroszymy i ponownie myjemy (ja mialam to szczescie ze ryby, w ktore sie zaopatrzylam byly pozbawione i lusek i wnetrznosci).
Cytryne szorujemy i kroimy na plasterki.
Rybe pozbawiona lusek i wnetrznosci, oplukana strumieniem zimnej wody, wykladamy na blaszce. Blaszke warto wylozyc kawalkiem papieru do pieczenia tak aby ryba nie przylegala w trakcie pieczenia.
Wierzch ryby oproszamy pieprzem, sola i wykladamy kilka listkow pietruszki. Na to wykladamy plasterki cytryny.
Pieczemy rybe w temperaturze 190 stopni Celsjusza tak aby byla lekko brazowa i mieso upieczone w srodku. Podajemy z salata i chrupiacym chlebem.
Pudding chia to nic innego jak tylko pomysł na zdrowy deser, który nie wymaga dużego nakładu pracy i czasu.
O nasionach chia pisałam już wcześniej, kiedy pokazywałam Wam, jak przygotować koktajl bananowy z kakao. Zachęcam do wykorzystania nasionek w kuchni, bo są bogate w błonnik, białko, Omega-2 i inne minerały. A deser dzisiejszy dedykuję wszystkim fanom zdrowych słodkości :-)
Pudding chia
dwie porcje
4 łyżki nasion chia
250 ml mleka migdałowego
50 ml ciepłej wody
dodatkowo:
owoce świeże lub mrożone
miód, opcjonalnie
Nasiona chia wsypujemy do kubka. Mleko roślinne, np. migdałowe łączymy z ciepłą wodą, zalewamy nasiona, przelewamy do dwóch czystych szklanek i odstawiamy na około 2h w chłodne miejsce. Po tym czasie wytworzy się żel z nasion, które nadadzą konsystencji deserowi. Przed podaniem dekorujemy pudding świeżymi owocami pokrojonymi w plasterki, np. truskawkami, malinami i jagodami. Można deser dosłodzić miodem, jeżeli uważamy to konieczne. Smacznego :)
Bardzo smaczna sałatka jako pomysł na lekką kolację lub lunch. Przygotowana ze zdrowej i popularnej kaszy tureckiej bulgur. Z dodatkiem pomidorków, awokado, suszonych moreli, migdałów i szpinaku. Podawana z świeżo wyciśniętym sokiem pomarańczowym. Ta sałatka zrobi furorę na imprezie.
Sałatka śródziemnomorska z kaszą bulgur
ok. 2-3 niewielkie porcje
składniki:
100 g
kaszy bulgur
łyżeczka miodu albo brązowego cukru
łyżeczka soku z cytryny
szczypta przyprawy chilli
sól i pieprz do smaku
łyżka oliwy z oliwek
łyżka posiekanej drobno natki pietruszki
sok z świeżo wyciśniętych pomarańczy, do podania 45 g
szpinaku świeżego, obmytego i odsączonego z wody
5-6 pomidorków, typu koktajlowe
jedno jędrne ale dojrzałe awokado
łyżka migdałów
60 g suszonych moreli
Przygotowanie:
1. Kaszę wsypujemy do garnka, solimy szczyptą soli, zalewamy 300 ml wody i gotujemy około 10-12 minut. Garnek zdejmujemy z ognia, wlewamy kaszę na sitko, zalewamy zimną wodą. Odstawiamy.
2. Pomidorki i szpinak myjemy i zostawiamy na sitku. Awokado obieramy, wybieramy miąższ tak, aby go nie uszkodzić, 4/5 kroimy w kostkę nieregularną. Kilka plasterków awokado skrapiamy odrobiną soku z cytryny i zostawiamy do dekoracji. Pomidorki kroimy na ćwiartki. Morele suszone kroimy na paseczki.
3. Kaszę wsypujemy do miski, wrzucamy pomidorki, szpinak, migdały, pokrojone morele, dodajemy przyprawy, oliwę i mieszamy. Dodajemy miód albo brązowy cukier, natkę i mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem wg uznania. Podajemy skropione sokiem pomarańczowym. Smacznego :)
Pyszna i pikantna zupa marchewkowa z fenkułem, który nadaje temu kremowi orzeźwiającego akcentu, ale go nie dominuje. Zupa-krem z dodatkiem ciekawych przypraw: pieprzu cayenne, chilli, kurkumy i curry. Zupę podajemy posypaną prażonym sezamem.
Można ją podawać z różnymi rodzajami pieczywa: chlebkiem pitta, samosami warzywnymi, domowymi chrupiącymi bułkami. Jeżeli wydaje się nam zbyt ostra, podajemy obok misek z zupą, osobne naczynia z jogurtem greckim, który ma zadanie załagodzić smak. Polecam gorąco jako przystawkę na przykład na zbliżające się Walentynki.
Pikantny krem marchewkowy z fenkułem
około 4 porcji
składniki:
500 g marchewki, waga przed obraniem
jedna bulwa fenkułu
łyżka masła albo oleju
2 szalotki
jedna mała pietruszka, ok. 70 g
1100 ml bulionu warzywnego
gruby pieprz
sól, do smaku
łyżeczka przyprawy curry
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki papryki słodkiej
szczypta pieprzu cayenne
szczypta chilli
2-3 łyżki jogurtu greckiego
około 4-5 łyżek sezamu
Przygotowanie:
1. Marchewkę, fenel, pietruszkę myjemy i obieramy, następnie kroimy na mniejsze części i wrzucamy do garnka razem z szalotkami. Zalewamy bulionem, dodajemy łyżkę masła albo oleju i doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy płomień i gotujemy zupę około 25-30 minut do momentu aż warzywa zmiękną całkowicie, ale się nie rozpadną.
2. Dodajemy przyprawy i jedną łyżkę posiekanej natki. Zagotowujemy i zabielamy jogurtem greckim, doprawiamy solą, pieprzem wg uznania i jeszcze raz zagotowujemy. Zestawiamy garnek z ognia i odstawiamy zupę do wystudzenia.
3. Za pomocą blendera-żyrafy miksujemy całą zupę na gładko.
4. Na patelnię rozgrzaną wsypujemy sezam. Prażymy aż ziarna uzyskają lekko brązowy kolor. Zestawiamy patelnię, sezam przesypujemy na talerz, aby się nie przypalił. 5. Gorącą zupę wlewamy do naczyń, posypujemy prażonym sezamem i odrobiną posiekanej natki. Podajemy z chlebkiem pitta, samosami domowymi albo chrupiącymi bułeczkami. Smacznego :)
Koktajle buraczane na bazie mleka roślinnego i bananów czyli jak wzmocnić odporność w okresie zimowego :-)
Dzisiejszy wpis to nie przepis na pyszne ciacho, ani drożdżowe bułki (przepraszam, poprawię się i niebawem i post o słodkim i pysznym też się pojawi ;), a post o tym, co zdrowe i w połączeniu z innymi owocami tudzież warzywami, całkiem smaczne.
Koktajl buraczano-bananowy na trzy sposoby. Jeden z nich to wersja koktajlu dla tych co to na buraki nawet spojrzeć nie zechcą ;) Koktajl o delikatnym różowym kolorze łączący buraka z bananem i truskawkami. Druga propozycja to baza z dodatkiem malin i wiadomo, większej ilości soku z buraków- stąd też intensywnie różówy kolor. I trzecia- ostatnia to po prostu mieszanka mleka, banana i buraków w dosyć dużej ilości, dla tych, co buraka się nie boją. Polecam, zwłaszcza teraz, kiedy jeszcze buraki świeże i łatwo dostępne a do wiosny jeszcze kilka długich tygodni. Z koktajli można z łatwością przygotować zdrowe i sycące śniadanie pod warunkiem że mamy w zasięgu np. otręby albo nasiona chia.
Koktajl buraczano-bananowy
250 ml mleka migdałowego albo innego roślinnego
średniej wielkości banan
świeżo wyciśnięty sok z buraków *
miód, opcjonalnie
nasiona chia, opcjonalnie
dodajemy dowolnie:
garść truskawek albo garść malin albo garść jeżyn
Przygotowanie:
1. Do wysokiego naczynia wlewamy mleko roślinne. Wrzucamy pokrojonego w plasterki banana.
Miksujemy aby przygotować naszą bazę. Następnie dolewamy w dowolnej ilości świeżo wyciśnięty sok z buraków, mieszamy łyżką. Można do koktajlu wrzucić w zależności od tego, co mamy i co lubimy: umyte i oszypułkowane truskawki (mogą być mrożone), maliny albo jeżyny. Miksujemy i podajemy natychmiast po przygotowaniu.
* Zwykle kilka godzin albo i wieczór wcześniej wyciskam sok z buraków i następnie przechowuję w lodówce, w czystej szklance, owiniętej kawałkiem folii spożywczej. Z 170 g buraków otrzymuję zazwyczaj około 45 ml soku.