link
facebook login BAYADERKA : pomysł na cytrynę
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomysł na cytrynę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomysł na cytrynę. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 grudnia 2014

Kruche ciasteczka II

Kolejny przepis na kruche ciasteczka, tym razem o cytrusowym smaku, dekorowane cytrynowym lukrem. Wcześniej pokazywałam te oto gwiazdki cynamonowe, ciastka z Krainy Lodu i kruche ciasteczka dekorowane.
W przygotowaniu dzisiejszych ciasteczek pomagały mi moje córki, które i wycinały, i dekorowały lukrem :-)
Ciasteczka są raczej niewyszukane w smaku ale można je spokojnie przekładać masą, np. kremem cytrynowym aka lemon curd albo domowym gęstym dżemem,  albo dekorować lukrem i obsypać kandyzowaną skórką pomarańczową.
Przepis na nie znalazłam w książce Jana Czernikowskiego ''Ciastka, ciasta, ciasteczka''.

Ciastka kruche
ok. 20-25 sztuk

składniki:

200 g mąki pszennej
75 g cukru
75 g masła
1 duże jajko
2 łyżki śmietany kwaśnej, 18 % tł.
niewielka szczypta soli
3/4 łyżeczki ekstraktu pomarańczowego

dodatkowo:

krem cytrynowy (lemon curd) do przełożenia
lukier, do dekoracji

Przygotowanie:
1. Podane składniki na ciasto wykładamy na stolnicę i siekamy nożem krótko, następnie równie krótko zagniatamy tak aby połączyć je i powstało ciasto spójne ale nadal klejące. Formujemy je w kulę, wkładamy do naczynia, te nakrywamy kawałkiem folii spożywczej i wstawiamy do lodówki na godzinę.
2. Ciasto wykładamy z miski na stolnicę podsypaną mąką. Odrywamy po kawałku, który rozwałkowujemy na ciasto grubości około 5mm i wycinamy ciasteczka. Wycięte ciasteczka (w dowolnym kształcie) wykładamy na blaszkę. Pieczemy w temp. 180 stopni przez około 10-12 minut. Dekorujemy lukrem albo przekładamy ostudzone kremem/masą i następnie lukrujemy.

 

wtorek, 23 października 2012

Babka cytrynowa / Lemon bundt cake


Delikatnie cytrynowa, bardzo wilgotna. Babka, ktora nie wymaga ucierania.
Wystarczy polaczyc suche skladniki i te mokre, wlac ciasto do formy i upiec. Takie laczenie skladnikow tzw. metoda muffinowa nie zabierze nam wiecej niz kwadrans.



Wilgotna babka cytrynowa

280 g maki pszennej
180 g cukru
150 g prawdziwego masla, rozpuszczonego i przestudzonego
3 jajka, sredniej wielkosci
50 ml soku z swiezo wycisnietej cytryny (z okolo 2 cytryn)
skorka starta z dwoch wiekszych cytryn
100 g kwasnej smietany
3/4 lyzeczki proszku do pieczenia
szczypta sody oczyszczonej
malenka szczypta soli
maslo do natluszczenia formy
cukier puder przed podaniem

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Forme do babki z kominem natluszczamy maslem.
Make przesiewamy z sola, proszkiem i soda.
W drugim, wiekszym naczyniu laczymy lekko ubite jajka, cukier, smietane, przestudzone maslo, sok z cytryny i skorke. Mokre skladniki dokladnie laczymy, niekoniecznie mikserem. Suche skladniki wsypujemy do ''mokrych'' i laczymy wszystko, jak najdelikatniej, widelcem. Mase wlewamy do foremki. Pieczemy babke w powyzszej temperaturze do tzw. suchego patyczka, mi to zajelo okolo 40 minut.
Po upieczeniu babke studzimy w formie przez okolo 20-30 min., po czym wykladamy z formy na kratke kuchenna, posypujemy cukrem pudrem i podajemy. Smacznego :)

wtorek, 10 kwietnia 2012

Wieczorne bułki z makiem i cytryną



Te buleczki przygotowalam  na kolacje.
Ode mnie sa wieczorne. Ale tak naprawde zapozyczone bo pochodza  z ksiazki Sarah Lewis, Bread.
Bardzo proste w przygotowaniu. Mozna je polac lukrem cytrynowym tak jak to sugeruje autorka. Mozna tez z niego zrezygnowac co uczyni je pewnie bardziej wszechstronnymi.
Najlepsze w dzien przygotowania z maslem i domowym dzemem.



Dziekuje za zyczenia wielkanocne:-)
Co do minionych swiat: nasze uplynely raczej spokojnie. I bez skrajnosci.
Zdecydowanie radosniej i gwarniej niz mogloby to byc ale dobrze i umiarkowanie. Tak jak lubie.
Zdazylam nieco zregenerowac sily, co przyznaje, nie czesto mi sie zdarza.
A Wam jak minal ten czas?

Milego tygodnia.
A.



Bulki cytrynowe z makiem
modyfikacja przepisu S.Lewis na bulki pomaranczowe z makiem z ksiazki  '' Bread''


skladniki na 20 malych buleczek:

ok. 500 g maki pszennej, typ 450
2 lyzki masla albo oleju slonecznikowego
2 lyzki mleka w proszku
niewielka szczypta soli
10-12 g swiezych drozdzy
30-40 g maku
skorka otarta z jednej cytryny
sok z 2 cytryn (polowe dodajemy do ciasta, reszte do lukru)
4-5 lyzek miodu plynnego, ew. zlocistego syropu (golden syrup) lub syropu klonowego
1 jajko
280 ml wody letniej

lukier:
140 g cukru pudru
1/2 soku z cytryny, patrz skladniki wyzej
1-2 lyzki goracej wody do uregulowania konsystencji

Jezeli uzywamy swiezych drozdzy przygotowujemy rozczyn:
drozdze kruszymy nad wiekszym kubkiem, zasypujemy lyzeczka cukru, zalewamy 100 ml letniej wody i zasypujemy 4 lyzkami maki. Mieszamy do uzyskania konsystencji jogurtu naturalnego, przykrywamy sciereczka i zostawiamy w nieprzewiewnym cieplym miejscu na ok. 15  minut az drozdze zaczna sie pienic i unosic.
W miedzyczasie do duzej miski wsypujemy reszte maki, sol, mak, mleko w proszku. Dodajemy rozczyn. Laczymy skladniki z miodem, ew. syropem i zoltkiem a  nastepnie z skorka z cytryny, polowa soku i maslem/olejem. Wyrabiamy ze skladnikow ciasto okolo 5 minut recznie na lekko podsypanej stolnicy. Ciasto formujemy w kule, przekladamy do miski lub innego duzego naczynia i nakrywamy sciereczka albo folia spozywcza. Odstawiamy miske z ciastem do podwojenia objetosci na okolo 45-60 minut.
Po tym czasie przygotowujemy dwie prostokatne formy: wykladamy je papierem do pieczenia albo natluszczamy i posypujemy bulka tarta lub kaszka manna. Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni Celjusza.
W ciasto wbijamy piesc. Wykladamy je na stolnice lekko natluszczona. I aby sobie pomoc w formowaniu buleczek natluszczamy lekko dlonie olejem. Dzielimy ciasto na 20 rownych kawalkow.
Kazdy kawalek rozplaszczamy na stolnicy. Nastepnie brzegi zbieramy do srodka i formujemy kuleczke w dloniach. Wykladamy kazda na forme do pieczenia w dosc duzych odstepach. Odstawiamy do napuszenia na okolo 20 minut i pieczemy az nabiora zloto-brazowego koloru, tj. okolo 15-20 minut.
Buleczki studzimy na kratce.
Jezeli chcemy przyozdobic je lukrem:
laczymy skladniki na lukier w garnuszku i ucieramy na gladko.


niedziela, 22 maja 2011

STRAGANY I TARGI, I NAPÓJ CYTRYNOWO- RABARBAROWY



Kiedy byłam dzieckiem, nigdy nie liczyłam  ile czasu potrzeba aby dojść na targ i gapić sie na stragany z drobiazgami. Nie liczyłam też czasu jaki upływał mi na owym gapieniu. Tak po prostu wchodziłam na rower i pedałowałam ile sił w nogach do najbliższego miasta. W wtorki i piątki. Koniecznie. Bardzo chciałam być na bieżąco z nowinkami targowymi  no i zawsze kogoś nowego mogłam spotkać albo zagadać z znajomymi.

Przez ten czas od kiedy żyję w Anglii, nie pamiętam jak to jest chodzić regularnie na targ, zatrzymywać sie przy co drugim, jeżeli nie każdym straganie, i kupować najświeższe, najsmaczniejsze, zdarza się, że robaczywe, owoce...:)
W tym małym mieście, w którym mieszkam, zdarza mi się zobaczyć stragany ( a jest ich raczej nie wiele) z wędliną francuską, portugalskim paello na przeogromnym woku, biżuterią i innymi mniej bardziej interesującymi drobiazgami. Ale nigdy jeszcze nie widziałam świeżych warzyw.
Inaczej było z tym w Londynie, gdzie mieszkaliśmy przez prawie osiem lat. W zależności od dzielnicy, można było natknąc się na przepiękne, fascynujące targi takie jak na Portobello Street na Notting Hill. Zdarzyło mi się tam nawet pracować podczas studiów. I to była sobota. Zatłoczenie nie do przedarcia się. I zawsze spóźniałam się na pociąg. Ale były stragany. I było kolorowo i tętniło życiem, emocjami, pragnieniami...

Ale Londyn gościł też miejsca brudne, podejrzliwe, zwłaszcza na wschodzie, na East End, i tak pewnie jest do dziś...Tam warzywa sprzedawane ''na miski'' za funta i krzyczący, wrzeszczący przez siebie nieogoleni straganiarze: " One pound only!!!'' Pamiętam ten krzyk bardzo dobrze. I przepychanie się za owocami po obniżeniu ceny. Bo często zdarzało się że pod koniec dnia pan straganiarz obniżał wartość miski z owocami do fifty p for one bowl a wtedy tłumy rzucały się na tego poczciwca...

Do dziś niestety nie udało mi się znaleźć rabarbaru na straganie.
Ten, z którego przygotowałam dzisiejszy przepis pochodził ze sklepu.

 I w związku z ogromnym zamieszaniem rabarbarowym, tym rabarbarowym szaleństwem, przygotowałam coś innego. Nie ciasto i nie deser. I nie kompot.
Nigdy nie próbowałam i raczej nie będę patrzeć na ten napój jako kompot.
Bo kocham w nim świeżość cytryny i orzeżwiający smak mięty. Dlatego po raz kolejny zaprzeczam i kręcę głową i piszę: Moi drodzy, tego nie pasteryzujemy...:)
Ale nie martwmy się niepotrzebnie, bo kiedy zaleją nas upały, nie będziemy myśleć o niczym innym jak o napoju, który ugasi nasze pragnienie. A cytryny i rabarbar to mistrzynie w tego typu sprawach...

Przepis na napój cytrynowo-rabarbarowy:

- ok. 10 łodyg rabarbaru
- 110 g cukru
- 2- 2, 5 l wody
- 3-4 cytryny
- świeża mięta

Wykonanie:

Umyte łodygi tniemy na dwucentymetrowe kawałki i wrzucamy do garnka z wodą i cukrem. Gotujemy około 20-25 minut. Studzimy. Wlewamy do szklanki i tuż przed podaniem wkładamy do każdej po 2-3 plastry cytryny i kilka listków mięty ( można pominąć). Gotowe.

Wspaniałego niedzielnego wieczoru!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Followers